Norweski Enslaved to kapela wyjątkowa. Kapitalnie łączy w swojej muzyce elementy, które zwykle funkcjonują z dala od siebie – brutalna i surowa – typowo skandynawska metalowa galopoda przeplata się z gitarowymi anachronizmami rodem z lat siedemdziesiątych, są w ich muzyce też momenty wręcz mistyczne – to chyba stanowi największą różnicę nad tłumem przeciętnych kapel. Umowna nazwa ich stylu – progresywny wiking metal – brzmi już jak oksymoron, ale jednak dobrze oddaje ich charakter; ja w każdym razie nie znajduję lepszej. Pal licho definicje. Najnowszy ich krążek – „Axioma Ethica Odini” – to bez wątpienia prawdziwy majstersztyk i mój prywatny kandydat na płytę roku. Świetna kontynuacja poprzedniego, również bardzo udanego „Vertebrae”, bez rewolucji, po prostu konsekwentny krok naprzód. Wyszło bardzo naturalnie, na szczęście chłopaki nie dali się złapać w pułapkę „obiecujących metalowców”, tylko zrobili swoje, bez napinania się i ścigania się z samym sobą. Być może lata na scenie zrobiły swoje i Norwegowie nabyli wystarczającej do przetrwania odporności w tak specyficznym muzycznym biznesie. Zuchy.
W ubiegły piątek całkiem pokaźna norweska karawana dotarła do grodu Kraka. Trzy kapele – doomowo-stonerowy Sahg, wspomniany Enslaved i prawdziwa legenda kinder metalu i gwiazda wieczoru – Dimmu Borgir. O tych ostatnich mówię nieco złośliwie i z przekąsem, darujcie. Nie sposób im odmówić umiejętności, perfekcji wykonania i profesjonalizmu, jednak ja mam cały czas wrażenie kiedy na nich patrzę, że nie muzyka tu jest najważniejsza, że wszystko jest pozą, wszystko podyktowane dictum show totalnego. A same dźwięki – nie znajduję tam wiele dla siebie, niestety. Podsumowując ich piątkowy występ – rozmach, profesjonalizm i zaangażowanie robiły wrażenie, jednak ja bardziej nazwałbym to przedsięwzięciem niż występem artystycznym. No i za dużo tego plastiku na scenie – mam na myśli głównie rekwizyty, wzięte z filmów grozy klasy B lub C. Po co to?
Polskim akcentem była oczywiście obecność Daray’a za garkuchnią gwiazdy wieczoru. Nasz niesamowicie aktywny (kto zliczy wszystkie zespoły, w których gra?) eksportowy perkusista miał wyjątkowe przyjęcie ze strony polskich fanów i dane mu nawet było przemówić do tłumu. Jego słowa na pewno nie zmieniły świata (łagodnie rzecz ujmując), ale wszystkim zrobiło się miło…
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
![]() |
||
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
|||
Przed Dimmu zagrał mój (i jak się okazało nie tylko mój) oczywisty faworyt wieczoru – wspomniany Enslaved. Ze zrozumiałych względów dużo skromniejszy, wręcz ubogi w „smaczki”, czy dekoracje (tak właściwie jedyną „ozdobą” była przymocowana do zestawu perkusyjnego czaszka – ja to odebrałem jako dyskretna kpina ze swoich sławniejszych kolegów). Jednak podczas ich koncertu, to Muzyka była najważniejsza. Obawiałem się, że będzie im ciężko wiernie odegrać wszystkie utwory – często skomplikowane i najeżone trudnymi zagrywkami, czystymi zaśpiewami, ale nie zanotowałem poważniejszych wpadek. Zresztą ciężko się było skupić na szczegółach, gdyż koncert był tak porywający, że można się było delektować samą energią płynącą ze sceny, a na wszystko inne machnąć ręką. Fani nie zawiedli i zgotowali Norwegom przyjęcie, którego ci chyba się nie spodziewali. Wspaniale było obserwować tę wyjątkową, niewidzialną wymianę szczerych i mocnych emocji pomiędzy zespołem a publicznością. Na ten, zdecydowanie zbyt krótki moment, można było zapomnieć o całym świecie. Cóż – wiedziałem, że będzie krótko, więc byłem z tym faktem pogodzony, jednak bardzo się pogniewam jak w przyszłym roku Enslaved nie wróci jako headliner. Obiecali.
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
|||
Słówko o organizacji. Pierwsze, co robiło wrażenie, to frekwencja – chyba komplecik. Publiczność raczej starsza, dojrzała – powiedzmy – w sile wieku, sporo znajomych twarzy. Fajna atmosfera metalowego święta, chciałoby się częściej widzieć Szanowną Brać w takiej formie i liczbie. Co poniektórzy wpadli oczywiście w pułapkę wolności i pół koncertu przespali w ramionach Dionizosa i Morfeusza, ale cóż – każdy się bawi jak lubi i potrafi…
Lubię klub Kwadrat, choć jest nieco ciasny, to jednak zaplecze techniczne ma chyba w chwili obecnej najlepsze w Krakowie (w szczególności światła, bo z dźwiękiem było tak sobie). Warunki do fotografowania były znakomite, zdarzyło mi się nawet zejść do ISO 400, co zdarza się jedynie na dużych festiwalach. Czemu nie może tak być częściej?
Pełna galeria:
Enslaved:
Dimmu Borgir:
Tags: dimmu borgir, enslaved, klub Kwadrat












Jak zwykle mały wtręt. Dobry wieczór, tak w ogóle.
Kwadrat to jeszcze większa pułapka dla dźwięku niż Loch Ness. Wydaje mi się, że Enslaved mógłby zabrzmieć o wiele lepiej nawet w tamtym, mało przyjaznym dla brzmienia klubie.
Kwadrat to klub zbyt mały, aby zapraszać tam zespoły takiego kalibru. W dodatku gdy wiadomo że trasa obejmuje tylko dwa miasta. Główny organizator (wiadomo kto…) znany jest z pazerności, więc motywów można się domyśleć.
Są tylko/aż dwie zalety jakie widzę w tym klubie. Raz, to w końcu jednak klub Politechniki Krakowskiej
Dwa, odbył się tam jeden z lepszych koncertów, na jakich mi było dane być w ciągu ostatniego roku – koncert ENSLAVED! A reszta niech będzie milczeniem. Choćby nawet owiec i baranów. |m|
Marudzisz, nie wiem czemu się tak uwziąłeś na Kwadrat akurat. Bo Loch jest wg mnie dużo bardziej klaustrofobiczny. Aż zapytam Janusza ile wchodzi do Kw, bo wg mnie około 800 luda wejdzie, natomiast do Locha o połowę mniej. Już nie mówiąc o wykończeniu, wygodzie i jakoś wnętrza. Ok, Kwadrat nawet nieco przesadził, bo wygląda jak klinika a nie klub (brak atmosfery), ale za to jest czysto i (prawie) pachnąco. Jest też balkonik, dzięki któremu można spojrzeć na koncert nieco inaczej. Od bidy można tez usiąść i przy piwku tylko posłuchać (opcja emeryt, ale cóż – już niedługo
. W Lochu masz trzy miejsca przy barze, ale to nie to.
Mam pomysł – załóżmy interes – knajpa i miejsce do koncertów z super akustyką. Zwróci się za milion lat, ale nie będziemy musieli narzekać na zast(r)aną rzeczywistość
Ps. jak się zasubskrybujesz, to dostajesz zupełnie darmowe
powiadomienie email o odpowiedz na Twoje posty…
Właśnie na tego hinta czekałem. Pyszna rada, wuju!
Nie uwziąłem się na Kwadrat. Opinia inna niż Twoja, fakt, ale także płynąca z odbioru rzeczywistości
a nie przez jakiś odgórny paradygmat. Tak jak wspomniałeś, klubowi brakuje tego ulotnego koncertowego klimatu, który może faktycznie jeszcze się zbuduje. Z pewnością jednak inaczej postrzegamy pojęcie klaustrofobii
Tematu interesu nie podejmę. Nie nadaję się do tego typu przedsięwzięć. Za dużo narzekam
Niezmiennie pozdrawiam. |m|
P.S. Wygląda na to, że nie wygenerowały się thumbsy dla połowy zdjęć z Dimmu.
Tylko nie wuju
.
Nie ma co się spierać, ale wg mnie wymiarami (każdymi łącznie z wysokością) Loch jest mniejszy i nie przekonasz mnie, że jest inaczej, chyba, że pokażesz plany budynków
Co do biznesu – ok, zapomniałem o Twoich złych doświadczeniach. Ale powiem Ci, że we mnie to nadal siedzi. Nie chcę zarobić milionów, chcę TO zrobić i to dobrze zrobić. Być może kiedyś…
Thumbsy wiem, że się zepsuły, ale ogólnie foty działają, nie chcę wrzucać tego jeszcze raz, bo się boję o indeksy i takie tam. Trudno, ale dzięki za czujność i info.
Pozdro.