Żeby nie było tak monotematycznie, tylko o szarpidrutach, postanowiłem pochwalić się eksperymentami z równie odrażającymi modelami, co sceniczne poczwary, choć w zupełnie innych, dużo bardziej przyjaznych okolicznościach – nomen omen – przyrody. Tego weekendu udało mi się odbyć pierwszą prawdziwą sesję macro. Prawdziwą, znaczy się w pełni świadomą i zaplanowaną. Trochę sprzętu udało mi się skompletować, zatem wstydu na łące nie było. Zresztą nie mogło być, gdyż ani żywej duszy, same bzykadła i inne podobne paskudztwa.
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
![]() |
||
![]() |
|||
Uf, dawno się tak nie urobiłem. Fotografia macro jest bardziej wymagająca, niż myślałem. Nie wystarczy dobry obiektyw, pierścienie pośrednie, soczewki, konwertery, czy inne bajery. Samo się nie robi. W dodatku, im ich jest więcej (bajerów), tym trudniej to wszystko okiełznać. Opanowanie ostrości (a potem jej głębi), skali odwzorowania, czasów naświetlania wymaga sporej wprawy. Początki były o tyleż ciężkie, że chciałem machnąć ręką i zrezygnować. Ale na szczęście mnogość i aktywność modeli sprawiła, że wytrwałem i po paru godzinach coś tam, coś tam zacząłem kumać (nie, nie – żadnych żab). Największym zaskoczeniem jest fakt, że siedzenie, leżenie, czy czołganie się w trawie jest po prostu przyjemne
. Po kilku kwadransach miałem wrażenie, że jestem świadkiem jakiegoś przedstawienia. Niby gołym okiem nie widać na takiej łące nic, może kilka motyli. Jeśli jednak się chwilę tam pobędzie, to można naprawdę w to wsiąknąć i czuć się częścią spektaklu. No bo, czy na przykład usiadł Wam kiedykolwiek motyl na ręce? Albo czy mieliście kiedyś okazję zobaczyć jak pająk pożera świeżą, jeszcze rozpaczliwie bzykającą muchę? Tak się wczułem w łąkową społeczność, że można się było przejąć rozgrywaną tragedią, a to przecież tylko mucha.
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
|||
![]() |
Technikalia technikaliami – są do opanowania. Najgorsze jest podchodzenie do „zwierzyny”. Nic dziwnego, gdyby nade mną się taki wielki brzydal pochylał, jeszcze nieogolony, też bym zwiewał. Nadal nie wiem, jak robią to zawodowcy (choćby tacy jak pan Adam ), ale się dowiem. Ostrożne skradanie nie zawsze skutkuje, a do takich tchórzy jak motyle, czy ważki, zakraść się nie udało (weźcie pod uwagę, że musiałem zbliżyć się do delikwenta na odległość mniejszą niż 10 cm od końca obiektywu). Całkiem dobrą strategią okazało się odwrócenie ról. Przyczajony na jakiś czas w „atrakcyjnym” miejscu udawało mi się co nieco upolować. Daleka jeszcze droga przede mną, ale mówiąc szczerze, po rozczarowującej pierwszej pół godzinie, myślałem, że nic z tego nie będzie. Jednak coś tam wyszło, w szczególności wiem, czego nie wiem, a to już dużo. Koniec sezonu już blisko, może udadzą się jeszcze ze dwie-trzy takie wyprawy. Mam nadzieję, że dostarczy mi to materiału do wyciągania wniosków na długie zimowe wieczory.
Dla ciekawskich, dla tych, co sprzęt przede wszystkim, krótka specyfikacja czym się bawiłem:
- Canon 40D
- Obiektyw Sigma 105mm 2.8 macro (1:1)
- Pierścienie pośrednie z przenoszeniem automatyki (13, 21 i 31 mm, ale w większości przypadków używałem tylko jednego – 31 mm)
- Konwerter macro Raynox DCR-250 (chyba jednak wolę pierścienie)
- Lampa błyskowa wbudowana (w większości przypadków z ustawioną kompensacją błysku na -2
. Przy większej ilości pierścieni obiektyw zasłania całkowicie błysk, więc trzeba będzie pomyśleć o pierścieniowej kiedyś
- Statyw (nie zawsze, głównie dlatego, że zapomniałem wężyka spustowego)
Tags: macro










super! ostatnie muchi najładniejsze.
Podziękował.
właśnie mi brakuje makro a tez bym bzyczace porobiła.
albo kocie oczka <3
Przedostatnia mucha rządzi. Wyczuła, że się na nią gapisz.
Mała podpowiedź
Żeby muchy lepiej brały nie myj się z tydzień:P
A my zapraszamy na sesję Micha:)
Pozdrawiamy Aga Maciej i Mich
P.S. Zdjęcia super
Czemu nie?
Dzięki.