Wiosna pełną gębą, więc i energii jakby więcej. W ciepły sobotni wieczór pojawiłem się na chwilę w klubie Loch Ness aby „postrzelać” trochę do leciwych już nieco prekursorów ciężkiego grania w Polsce – TSA. Nie jest to moja bajka, więc była to naprawdę krótka wizyta. Musze przyznać, że spodziewałem się garstki hard rockowych dinozaurów na widowni, a klub był prawie zapełniony. Gros stanowili powiedzmy – dojrzali fani (czyt. starsi od mnie
, jednak w zdumienie wprawił mnie widok kilku fanów w wieku gimnazjalnym, w dodatku w niezwykle „true” ubiorze (powyciarane jeany z milionem naszywek). Duch w narodzie nie ginie.
Po sesji w fosie byłem świadkiem niezwykle romantycznego spotkania po latach, ale o tym niestety nie mogę pisać
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Pełna galeria tutaj .
Tags: andrzej nowak, loch ness, marek piekarczyk, TSA






