![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
|
Tej soboty duński Volbeat po roku powrócił do Krakowa (tu moja poprzednia fotorelacja) , tym razem dając znakomity koncert w klubie Studio. Mówcie co chcecie, to jest po prostu fajna, energetyczna muzyka, do tego atrakcyjnie „podana”. Bardzo dobre brzmienie (jak na ten klub), oprawa świetlna również niczego sobie (czyżby nowy sprzęt?), publiczność nie zawiodła, support też dał radę (dobrze przyjęty The Bulletmonks), a sami Volbeat’owcy niezwykle aktywni, pozytywnie nastawieni, co chwila żartujący – dali po prostu świetny show.
Owszem, było kilka „tanich” chwytów, jak częstowanie Jack Danielsem, czy mały (50 zł) datek dla fanki, z komentarzem, że nie ma koszulki Volbeat i powinna sobie kupić na stoisku z „merchem” (który tak przy okazji mówiąc – mógłby być ciut lepiej zaopatrzony). Takie zagranie trochę pod publiczkę, zresztą ten sam numer odstawili rok temu w Loch Nessie. Ale widać, że chłopaki lubią, to co robią, są dobrze zorganizowani, a coraz większa sława nie uderza im do głowy. A na koniec zagrany fragment „Raining Blood” Slayera to istna wisienka na torcie – rewelacyjnie wyszło, pod sceną szaleństwo. Świetny show, ci co nie byli niech żałują. Więcej takich, poproszę.
Pełna galeria:
Volbeat:
The Bulletmonks:
Tags: klub Studio, The Bulletmonks, Volbeat







A ja też byłem