Taaak, miała. Było bardzo sympatycznie, sprawnie i wesoło. Wesele na początku nieco senne, wkrótce się rozkręciło i… nie wiem jak to się stało, że tak szybko było jasno… O so choziło?
Rzadko się „chwalę” swoimi ślubnymi wypocinami, ale w tym przypadku ponaglających pojękiwań szerokiego grona zainteresowanych jest zbyt wiele, żeby łatwo się wywinąć. Poniżej pełna foto-dokumentacja tego wiekopomnego dnia. Wybaczcie nieostrości i wzrastającą „kreatywność” , ale tego dnia dźwigałem podwójną odpowiedzialność fotografa i gościa weselnego.
Wystarczy tego bełkotu. Madames et messieurs – Barbara i Janusz:
