Knock Out Festival 2009 | Kriz blog

Knock Out Festival 2009

20090711 23 18 05 450x300 Knock Out Festival 2009

Ufff. Dwudniowy Knock Out Fest mamy za sobą. Było ok, ale nie wiem czy na tyle dobrze, żeby organizator zdecydował się na kolejną edycję. Mam nadzieję, że nie zrazi się niewątpliwie niską (skandaliczną?) frekwencją. Podobno finansowo wtopa na maxa :( .

Czym spowodowana była tak nieliczna obecność Metalowej Braci? Powodów jest chyba kilka. Pierwszy nasuwający się to równolegle odbywający się festiwal w Węgorzewie, gdzie gwiazdą byli panowie z Paradise Lost i Biohazard, ale hmmm… Gdzie Testament, Meshuggah, DEP, czy Cynic (muzycznie) do Paradise Lost? Apocalyptica i Anathema – no może trochę bliżej. Chyba jednak za wyjazdem do Węgorzewa przemawiają czynniki organizacyjne – o wiele przyjemniej jest jechać słuchać hałasu pod gołym niebem niż kisić się w tak obskurnej hali jaką niestety jest krakowska Wisła.

Druga rzecz to dobór zespołów. Wg mnie był po prostu za ambitny… Voivod, Cynic, czy nawet Testament to ekipy raczej o statusach legend niż gwiazd, choć i tak cieszyła mnie obecność wielu młodych, (jeszcze?) nie do końca długowłosych fanów w koszulkach z logiem tychże. Meshuggah i Dillinger Escape Plan grają natomiast dość specyficzną muzykę, dość trudną w odbiorze, zbyt „skomplikowaną”. Mają oczywiście zagorzałych fanów, którzy bardzo aktywnie uczestniczyli w show, ale niestety widok do połowy zapełnionej sali był nieco frustrujący. Nie zapominajmy, że pierwotnie festiwal miał się odbyć na stadionie Wawelu – tam ten widok byłby jeszcze bardziej tragiczny. Już samo przeniesienie miejsca imprezy świadczy o większych apetytach organizatorów na publiczność, jednak rzeczywistość musiała zweryfikować ich zamiary. Szkoda.

Z jednej strony wybór zespołów był dość spójny, logiczny, nie było gwiazd ściąganych na siłę, specjalnie do Polski (no może poza Anathemą, ale ta  ma blisko), większość z nich jest na letnim tournee występując na licznych letnich festiwalach w Europie. Zastanawiam się, czemu zabrakło polskich gwiazd? Vader, Behemoth – ok, są w przededniu swoich własnych tras, ale trudno sobie wyobrazić lepszy polski support – zawsze to gwarancja kilkuset widzów więcej. Już nie wspomnę o Black River, Virgin Snatch (Zielony był obecny ale na widowni – to się nie liczy), czy Rootwater.  Jak dla mnie – zagrały zespoły solidne, ambitne, kultowe, ale zabrakło większych „nazw”, które by były czynnikiem przekonującym tych co się wahali pomiędzy Węgorzewem a Krakowem, czy też takich, co w ogóle nie zdecydowali się ruszyć tyłka. Patrząc np na Brutal Festival odbywający się za kilka tygodni w Czechach, tam Testament jest już tylko drobnym drukiem wypisany… No a jeśli miał być to ambitny festiwal progresywnego metalu, to gdzie Tool, Opeth, Mastodon? Rozmarzyłem się? Nic to, trzeba się cieszyć tym co było.

Paul Masvidal, Cynic

Paul Masvidal, Cynic

Pierwszego dnia spóźniliśmy się nieco na Blindead – szkoda, bo chciałem się w końcu do nich przekonać. Niestety załapałem się jedynie na końcówkę ostatniego numeru. Zaraz potem pojawił się Cynic, do którego mam wyjątkowy sentyment. Przeważały głównie kawałki z najnowszego albumu, ale na szczęście nie zabrakło Veil of Maya, Celestial Voyage i How Could I. Wspaniale odegrane, choć niestety zawiedli nieco dźwiękowcy i trzeba było sobie „dośpiewywać” niezasłyszane fragmenty. No ale kłopoty z nagłośnieniem miały praktycznie wszystkie zespoły -  to kolejna wada tej hali – jest totalnie nie do nagłośnienia. Bardzo miło było zobaczyć twórców „Focus” – albumu który „święci” piętnastolecie utrzymywania się w mojej prywatnej top 10 ;) . Szczerze mówiąc jeszcze do niedawna nie marzyłem nawet o zobaczeniu ich na żywo. Stało się.

Nie jestem fanem wielkim Voivod, zatem nie będę tu się wymądrzał. Nie można jednak nic złego powiedzieć – przyzwoity występ, który podobał się publiczności. Na koniec ich setu na widowni pokazał się Danny i Vincent z Anathemy. Nie mogłem się powstrzymać od przybicia piątki z tym ostatnim. Chyba lubią się z chłopakami z Voivod, bo słyszałem, że mieli z nimi wspólnego nocnego „aftera” na mieście…

Następny w kolejce była kapela wspomnianych braci Cavanagh. Ostatnio liczyłem sobie, że to chyba ósmy koncert Anathemy w moim życiu. Zawsze jest przynajmniej dobrze i… tak było i teraz – poleciało m.in. Sleepless, Fragile Dreams, Empty, Lost Control, Flying. Zabrakło utworów z mojej ulubionej Silent Enigmy, ale co robić? Może następnym razem. Na finał dedykowany zmarłym Piggiemu z Voivod i Sydowi Barettowi z Pink Floyd kawałek – właśnie tych ostatnich – Comfortably Numb. Chłopaki się zarzekali, że kończą już nagrywanie nowej płyty, a potem nie wyobrażam sobie, żeby nie przyjechali do Polski, jako że czynią to podejrzanie często. Na minus tego występu – braciszkowie zagrali zaskakująco krótko (krócej niż przewidywał rozkład jazdy) oraz problemy z dźwiękiem, które muzycy sygnalizowali wyraźnie zdenerwowani zapracowanemu tego dnia realizatorowi… See you next time, guys.

Vincent Cavanagh, Anathema

Vincent Cavanagh, Anathema

Rola Apocaliptyki jako gwiazdy pierwszego dnia festiwalu trochę mnie zniesmaczała. Tyle jest porządnych zespołów, a tu na końcu gra kapela, która – z całym szacunkiem – odgrywa prawie wyłącznie covery, w dodatku w dość specyficznej, nieco kabaretowej oprawie. Oczywiście, nie można chłopakom odmówić kunsztu, fajnego show i ogólnej prezencji (aż za bardzo przystojni są, czego dowodem były histeryczne dziewczęce piski z pierwszych rzędów), ale… No to nie to, kaman. Jednak ich I don’t care – przyznaję – był niezły, żeby nie powiedzieć porywający. Ale to taki przebojek, nie liczy się.

Drugi dzień festiwalu zaczęliśmy od Frontside. Nie dane mi było ich jeszcze widzieć na żywo, więc z ciekawością obserwowałem ich poczynania. Jakoś ich twórczość nie specjalnie mi podchodzi – są tak na granicy hard core’u i metalu (death core?), ale jest coś, czego nie potrafię nazwać, co mnie nieco odrzuca. Być może te dość specyficzne teksty? Są fajne momenty, gdzie główka się sama kiwa, charyzmy na scenie chłopakom również nie można odmówić (poza niesamowicie spokojnie grającym, chłodnym chłopakiem za garami – ale podobało mi się – fajny kontrast). Widać, że zespół ma już sporo oddanych fanów, z którymi zresztą nawiązuje dobry kontakt – wspólne śpiewanie, przybijanie piątek, pogaduchy. Fajnie było to zobaczyć, ale po płytę na razie do sklepu nie polecę… Może następnym razem.

Wojciech Nowak, Frontisde

Wojciech Nowak, Frontisde

Po Frontside zainstalowali się równie drapieżni w brzmieniu Duńczycy z Hatesphere. Ich agresywny thrash/death metal przypadł publiczności do gustu, która dawała temu wyraz pod sceną energetycznym kociołkiem. Bardzo ładnie i sympatycznie, choć ponownie jakość dźwięku pozostawiała wiele do życzenia. Dobra prezencja – troszkę nawet „pod publiczkę” (panowie wystroili w polskie koszulki piłkarskie), kondycja do pozazdroszczenia. Młodzi (ale już sławni) Duńczycy pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Następni na scenie zameldował się Dillinger Escape Plan. Kilka razy próbowałem przekonać się do ich nieco eksperymentalnego,  awangardowego, choć mało strawnego metalu. Bezskutecznie. Nie wiem czemu, zabijcie mnie – zawsze myślałem, że lubię takie granie, niestety DEPa nie jestem w stanie przetrawić i kropka. Jestem za to pełen podziwu do show, ekspresji scenicznej, jaką ci szaleńcy zaprezentowali. Skoki z głośników, turlanie po scenie, akrobatyka, bieganie, wspinanie i inne fikołki w ogóle nie przeszkadzały muzykom w grze. Naprawdę niesamowite. Sporym wyzwaniem jest zrobienie w miarę ostrego zdjęcia w takich warunkach, już myślałem, że będzie kiepsko, na szczęście udało się pstryknąć parę klatek, choć i tak mam lekki niedosyt.  Niemniej, po kilku utworach wycofaliśmy się przed halę, żeby nieco ochłonąć i zaczerpnąć nieco powietrza w oczekiwaniu na dwie ostatnie kapele festiwalu.

Dillinger Escape Plan

Dillinger Escape Plan

Akustycy szwedzkiego Meshuggah długo i starannie ustawiali dźwięk. Bardzo pocieszny, starszy pan z brodą czynił to bardzo energicznie i fachowo. W końcu wyszli i muszę powiedzieć, że to był jedyny koncert podczas tego festiwalu, kiedy brzmienie było naprawdę niezłe. Owszem mogło być jeszcze bardziej czytelne, ale już nie oczekujmy za wiele. Ciężkie, potężne gitary, dość statyczne acz majestatyczne postaci muzyków raczej oszczędnych jeśli chodzi o układy choreograficzne (choć fryzurą bardzo ładnie pozamiatali scenę), do tego silne światła z tyłu (praktycznie zero „przodów”) robiło wrażenie. Przeważały utwory z najnowszej płyty „ObZen„, no i super, bo najlepiej znam właśnie ten krążek. Ogólnie bardzo dobry występ, najlepszy wg mnie podczas drugiego dnia festiwalu.

20090712 21 41 55 450x300 Knock Out Festival 2009

Meshuggah

Niestety, koncert gwiazdy drugiego dnia – legendarnego Testament - zupełnie popsuli dźwiękowcy. Chucka praktycznie w ogóle nie było słychać, gitary zlewały się w jeden hałas. Tragedia. A szkoda, bo – co tu nie mówić – weterani metalu są w znakomitej formie scenicznej. W ogóle nie widać, żeby ten metalowy cyrk im się znudził. Banany na twarzy, wigibasy, żarciki, przebieżki. Sympatycznie. Szkoda, że nic nie było słychać. Tak, czy siak – zarówno fani, jak i zespół wyglądali na zadowolonych, to najważniejsze. I cóż – to by było na tyle.

Testament

Testament

Pierwszy, miejmy nadzieję nieostatni Knock Out Festiwal, mamy za sobą. Organizatorzy mają co analizować, według mnie naprawdę jest szansa na detronizację Metalmanii jako najważniejszej imprezy tego typu w Polsce. Czytając relacje uczestników, opinie są raczej pochlebne, poza oczywistymi zastrzeżeniami do jakości dźwięku i lekkich niedogodności organizacyjnych (zakaz wnoszenia zakupionych napojów, brud w ubikacjach itd). Najważniejsze, że pomimo słabej frekwencji i słabego nagłośnienia wszyscy po obu stronach barierki dobrze się bawili.

"Berek" przy Hatesphere

"Berek" przy Hatesphere

Na terenie hali było bardzo dobrze zaopatrzone stoiska z muzycznymi gadżetami (płyty, koszulki, bluzy, naszywki itd), gdzie po niewygórowanej cenie można było coś wybrać (w tym unikalne winylowe wydawnictwa). Również ochrona zasługuje na pochwałę – nie przeszkadzała za bardzo fanom, jak i reporterom. Catering (choć to chyba za duże słowo) taki sobie – w miarę smaczne zapiekanki (z piekarnika), hot dogi, standardowo rozwodnione piwo, napoje dla kierowców (na szczęście zimne). Na krytykę zasługuje ilość stanowisk do wydawania tychże, jaki i system sprzedaży – najpierw kolejka do kasy, potem do „wydawalni”. Ale takie absurdy często niestety się zdarzają się na masowych imprezach.

Warunki do robienia zdjęć bardzo dobre, zwłaszcza gdy było jeszcze widno – przez okna wpadało fajne, miękkie światełko. Tak jak wspominałem, przy Meshuggah nie było prawie w ogóle świateł z przodu, więc skupiłem się na „konturówkach” gdzie nie widać postaci, a jedynie zarys sylwetki. Nie zdecydowałem się na zdjęcia z lampą – na takie możecie sobie popatrzeć na interii … No, dobra, zrobiłem dwie foty z lampą, nawet wyszły – zgadnijcie które ;) . Na Testamencie też było ciemno z przodu, więc jest jak jest (iso 1600). Za to na Apocalyptice było znakomicie (jeśli chodzi o światło). Wstyd się przyznać, ale spóźniłem się do fosy i było trochę nerwowo. Ech, no i gdyby na Anathemie dym się szybciej się rozpierzchł… Plusem Hali Wisły są trybuny, z których można było robić szersze plany jako dopełnienie fotorelacji.

Tak, czy siak, standardowe trzy kawałki w fosie starczyły na całkiem udane łowy (to chyba pierwsza sesja, z której jestem naprawdę zadowolony). Testowałem szkło Canona 70-200 2.8 L (dzięki, Bolo!). Potężna i ciężka armata, ale za to jak pieprznie… Jeśli się ją utrzyma nieruchomo, jest ostra jak pieron. Bez stabilizacji, ale i tak znakomite szkło, idealne na duże koncerty (w mniejszym klubie chyba tylko na zdjęcia z daleka), ciut jednak za ciężkie. Poza 70-200 używałem kita do 40D (EF-S 17-55 IS). Jest, jaki jest, czasem kapryśny, lubi łapać flary i troszkę mydli. No dobra, nie cierpię go ;) . Mam jeszcze Sigmę 17-70 2.8 – 4.5 ale jakoś nie sprawdza mi się na koncertach. Sigmy 105 mm 2.8 tym razem nie używałem.

Chyba tyle. To co? Do zobaczenia za ro(c)k?

Galeria Knock Out Festival

Tags: , , , , , , , , , , , , ,



10 odpowiedzi na “Knock Out Festival 2009”

  1. immolator pisze:

    Zdjęcia przednie.
    Co do samego festu, to po pierwsze primo, był to festiwal Meshuggah. Goście są mistrzami w tym co robią. Branie jeńców nie jest opcją. Widziałem ich właściwie dokładnie rok temu, na Metal Camp i wrażenia podobnie piorunujące. Jako nieliczni posiedli sztukę zarządzania chaosem, to pewne.
    Drugi primo, nie będzie oryginalne – Hala Wisły suxxx! Akustyka jak i klimat to porażka. Kraków jednak i tak niczego innego nie ma. Miasto właśnie wygrało sprawę przeciwko firmie, która miała wybudować halę widowiskową… No ale co z tego…
    Trzecie primo, w kraju gdzie bardzo mało ludzi chodzi na koncerty, nie ma się co spodziewać, że nagle rzucą się na festiwal. W dodatku pierwszą edycję festiwalu, który na samym starcie wydaje się BEZ KLIMATU. Bo właśnie klimat, to ten czynnik obok muzyki, który ciągnie młodych ludzi na takie spędy (ja już nie jestem młody, więc ciągnie mnie tam muzyka :->). Ja rozumiem Kraków, piękne stare miasto, ale ilu ludzi skusi się na biwak na stadionie sportowym… Czy właśnie nie wybiorą Węgorzewa czy Szczytna?
    Oczywiście następna typowa rzecz, to ceny biletów w Polsce. Za 220zł to ja mam trzydniowy Brutal Assault w Czechach, o którym wspomniałeś…
    Jeszcze jeden grzech można wytknąć organizatorom – marna, marna promocja. Marna strona. Marne nagłośnienie imprezy (tutaj w trochę innym znaczeniu ;-)
    No i jak fest miał się „zaludnić”?

    Nie zgodzę się z Tobą w kwestii doboru grup. Młodzi metale dalej słuchają Testamentu, Voivoid, a jednocześnie Dillingera czy tych przereklamowanych panów z Frontside. Dla metal-girls także coś było. Faktycznie jednego co brakowało, to jakiejś dobrej old schoolowej hordy death metalowej. Było by z 200-300 więcej sprzedanych biletów. No ja bym był bardziej zadowolony… Ale akurat to, organizator miał z pewnością głęboko :-)

    Generalnie dobrze, że Knock Out fest się odbył. Znając wyobraźnię rodzimych organizatorów (vide Unholy Fest), moglibyśmy odbić się przecież od zamkniętych bram hali ;-)
    Meshuggah i Cynic to dla mnie najlepsze sety tej imprezy. 4-ty raz oglądany Blindead trochę zawiódł, ale ta akustyka zabiła cały klimat ich muzyki. Testament bardzo dobrze, ale dostali za dużo „prundu”. Poza tym odwalili naprawdę zajebiście energetyczne show.

    A tekścik na podsumowanie – festiwal wykastrowany z klimatu festiwalu. Po prostu dwudniowy koncert. Może za rok będzie lepiej.

    • kriz pisze:

      Młodzi metale słuchają Testament. Widziałem ich, wszystkich trzech ;) . Zgadzam się, tak, słuchają, ale chodziło mi o jakieś bardziej szumne nazwy (z całym szacunkiem do Testament), co by małolatów przyciągnąć. A dla starych wyjadaczy coś z nowoczesnego death metalu. Albo staroczesnego nawet ;)
      Zgoda co do braku klimatu. Choć w sumie nie do końca. Było coś unikatowego w tym wydarzeniu, w atmosferze (poza „zapachem” cateringu), ale nie potrafię tego nazwać. taki zalążek…
      Chcę KnockOot za rok, ale jako openair. Drugi raz tej hali nie „zniesę” w środku lata. I tak mieliśmy farta, że nie było tak gorąco jak w ostatnią sobotę (tydzień po festiwalu) …
      Pozdro.

      • immolator pisze:

        To ciekaw jestem Twoich propozycji odnośnie bardziej rozpoznawalnych w Polsce metalowych hord ;-) . No i takich, aby przyciągnęły młodych. IMHO, obecnie nie ma już jednej prawdziwej i słusznej kapeli. Preferencje rozdzielają się na bardzo szeroki wachlarz stylistyk muzycznych. Wg. mnie, pod tym względem był niezły miks.
        Można by podejść do tematu bardzo koniunkturalnie i pojechać na ostatnich fascynacjach Sabaton czy ohydnie cukierkowym Nightwish… Może, może…

        • kriz pisze:

          Wymieniłem w tekście kilka kapel, w tym i polskich, które wspomogłyby przyciąganie fanów. Czytałem w Mystic Art wywiad z organizatorem i rozumiem, że nie wszystkie kapele tak łatwo ściągnąć. Tak, czy siak no nie ma co już rozpaczać. Zobaczymy za rok, czy panowie z KO wyciągną wnioski. Ja tam mimo wszystko jestem optymistą.
          Kurczę, zobaczyłem Cynic i jeszcze marudzę. W dupach nam się przewraca, panie.

          • immolator pisze:

            Oj… chyba nie będziemy zmierzać do stwierdzenia „nam biednym Polaczkom zawsze wiatr w oczy” :-) Nie widziałem tego wywiadu, ale jasne jest, że wszystkich których by się chciało mieć na scenie, nie będzie się miało. Szczególnie jeśli jest to pierwsza edycja festiwalu. A\m/en.

            Co do kapel. Faktycznie wymieniłeś kilka nazw. Mea, ta, no… culpa. Jednak nie zgodzę się zupełnie ze stwierdzeniem większej rozpoznawalności tych kapel. Na klubowe koncerty chodzisz, to wiesz jak to wygląda. Czasem aż wstyd za tak niską frekwencję. Festiwal musi mieć klimat i tym musi przyciągać. Ale to wymaga czasu, więc ciężko tego wymagać od KO (trochę jednak wtopili już za pierwszym razem…). Patrz taki Mystic Festival. Było niby zaplecze, niezłe nawet przymiarki… I tyle tego. Widocznie nie opłaca się.

            Przewraca się może i faktycznie. Wiesz jak jest. Z biegiem czasu nie docenia się pewnych rzeczy. Daleki jestem od wybrzydzania na KO09. Każda próba rozruszania tego miasta jest mile widziana.

  2. bata pisze:

    Krzysztofie Drogi,
    w temacie Frontside – ten ‘spokojnie grający, chłodny chłopak za garami’ to Toma, najlepszy polski perkusista :D (udziela się też w kapeli Totem) a w wolnych chwilach organizuje nam np. imprezę pt.: Knockoutfest :)

    • kriz pisze:

      :) . Wiem, przecież mówiłaś mi, ale zobowiązałem się do milczenia.
      PS. Kolejny najlepszy polski perkusista, miło poznać ;)

      • bata pisze:

        chyba nie jestem tą beatą, którą masz na myśli ;)

        ps. do listy koncertów, które ‘przed Tobą’ proszę sobie dopisać Volbeat w listopadzie

        • kriz pisze:

          Na pewno nie jesteś tą Beatą? ;)
          Co do Volbeat, to byłoby pięknie, bo to chyba do tej pory najlepszy koncert tego roku, na którym było mi dane uczestniczyć.
          No ale widzę, że problemy się piętrzą… http://www.last.fm/event/1129751
          Dzięki za info.

          • bata pisze:

            o kfak :( a ja tak czekałam na listopad ;((( cieszę się, że zagrają przed Metą, ale z drugiej strony tak mi jakoś smutnawo heh
            ps. na pewno tą nie jestem

Odpowiedz

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree